Mam dość mojego
męża, małżeństwa, przebywania w jego dokuczliwym towarzystwie i jego szukającej
w całym dziur matki, która wychowała niezaradnego synka, widzącego w innych
same wady i nienormalność. Na początku tego nie dostrzegałam. Głupota
zakochania zasłaniała mi takie oczywiste sygnały, które powinny skłonić mnie do
zaprzestania randkowania. Średnio dogadywał się ze współlokatorami, wykłócał o
sprzątanie, które robił byle jak i uważał, że wszystko jest w porządku. W
pokoju wiecznie miał syf. Myślała, że to przez małą ilość szafek, ale po ślubie
olbrzymia szafa też mu nie pomogła w utrzymaniu w miarę normalnego ładu. Ładuje
wszystko ze wszystkim. Na początku układałam mu to, bo przecież on doktorat
pisze i nie ma czasu na takie przyziemne sprawy jak własna córka i ubrania.
Później się zbuntowałam. Zajęło mi to dobrych kilka lat. Mimo buntu ciągle to
ja sprzątam, to ja zajmuję się chorą córką, to ja robię wszystkie przyziemne
rzeczy, by on mógł sobie spokojnie pracować. A ja? Ja pracuję, studiuję i
prowadzę dom. Czuję się jak jebana niewolnica. Kurwa! Chce mi się krzyczeć i
płakać. Mam dość.
Wszystko byłoby
pięknie gdyby był choć troszkę miły. Nie. Każdego dnia słyszę, że zarabiam
troszkę mniej, że coś ze mną nie tak, że powinnam się leczyć, że nienormalna jestem
i głupia, że mam jakieś dziwne odpały. I to mówi człowiek z doktoratem. W
takich chwilach zastanawiałam się gdzie miałam oczy. Gdyby nie córka dawno bym
go porzuciła, zaczęła wszystko od nowa, samowystarczalna, pracowałabym i
uczyła.
Ludzie współczują
ludziom samotnym. Ja im zazdroszczę. Nie muszą każdego dnia znosić obelg
drugiej osoby, nie muszą znosić histerycznych ataków teściowej i jej poszukiwań
dziur w całym. Wszyscy dla niej są nienormalni. Po świecie chodzą same świry,
bo myślą inaczej niż ona. Same wyrodne matki, bo nie mają idealnie
rozwijających się dzieci. Jeśli macie chore dziecko (zespół Downa, porażenie
mózgowe czy cokolwiek innego) to w oczach mojej teściowej jesteście wyrodnymi
matkami, które hamują rozwój dziecka, „przez to ono jest nienormalne”. Normalna
matka dba. Jedyną normalną matką jest ona, bo wychowała czwórkę synów. Szkoda,
że ten ostatni nie trafił jej się downiaczek z lekoodporną padaczką, bo wtedy
miałaby zajęcie i przestała oceniać innych i tę krytykę wpajać synom.
Mój mąż ma na
tyle mocno wpojoną krytykę, że każdego dnia musi jechać po innych. Wczoraj
wrócił do domu z terapii (mam dni buntu i równego podziału obowiązków) i
pierwsze, co dowiedziałam się o pani, z którą dziś córka ma terapię to, że
„jest gruba, stara, brzydka i na pewno nie będzie fajna”. No nie będzie fajna,
bo mu na jej widok nie stanie. To jest właśnie szkoła mojej teściowej: ktoś
odbiega od jej norm to na pewno jest głupi, nienormalny i niefajny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz